PGE Ekstraliga - Najlepsza żużlowa liga świata
PGE Ekstraliga - Najlepsza żużlowa liga świata
Oficjalna strona Klubu Żużlowego Stal Gorzów | StalGorzow.pl
Stal Gorzów
Oficjalna strona klubu
Stal Gorzów - Ostrovia Ostrów - 21.09.2019r. godz. 16:00 - piłka ręczna
Truly Work

Dariusz Molski: - Możliwości mamy na pewno dużo większe (podsumowanie pierwszej rundy)

Data: 21 GRUDZIEŃ 2018 10:00 / Autor: Kinga Taisner / E-mail:
Dariusz Molski: - Możliwości mamy na pewno dużo większe  (podsumowanie pierwszej rundy)

Trener gorzowskiego zespołu opowiedział o minionej rundzie - jej plusach i minusach - oraz o tym, co czeka nas w kolejnych dniach i miesiącach!

www.stalgorzow.pl: Panie trenerze, 5 miejsce na półmetku rozgrywek – czy można być zadowolonym?

Dariusz Molski: - Miejsce tak do końca nie odzwierciedla chyba tego, co graliśmy, aczkolwiek przegraliśmy dużo meczy. Na dobrą sprawę tylko jeden z nich był przegrany zdecydowanie i to było spotkanie z Kościerzyną we własnej hali. Uważam, że w tym dniu i w tym meczu, zespół Sokoła był ekipą lepszą. Postawili nam twarde warunki, z którymi nie mogliśmy sobie poradzić. Natomiast te trzy porażki, które się pojawiły – dwie przed Kościerzyną i jedna po – tak na dobrą sprawę sami sobie przegraliśmy. Prowadząc przez całe mecze nie potrafiliśmy dociągnąć wyników do końca, za wyjątkiem ostatniego spotkania z SMS-em – z którym strasznie się męczyliśmy i jak już ich doszliśmy, nie potrafiliśmy postawić przysłowiowej kropki nad „i.”. Mieliśmy szansę dwukrotnie, ale nie wykorzystaliśmy jej. Ja miałem trochę większe apetyty na tę ligę. Nawet mówiłem, że w tym sezonie musimy zrobić tak, żeby nic nie przegrać. Niestety, nie wszystko to, co się zaplanuje i nie zawsze mój ogląd i ocena zespołu przed, sprawdza się i przekłada na granie. Wydarzyło się kilka sytuacji, na które my nie mieliśmy wpływu. A ponadto ten zespół długo się też docierał. I on jeszcze nie jest do końca dotarty – wygląda to już dużo lepiej, ale jeszcze potrzebuje czasu, by w tym składzie, w tej sytuacji, by grać jeszcze lepiej, bo możliwości mamy na pewno dużo większe.

 

Co najbardziej nie zagrało?

- Myślę, że nasza skuteczność. Gdzieś się w pewnym momencie coś zacięło. O ile okres przygotowawczy wyglądał wyśmienicie wręcz i można naprawdę być zadowolonym z efektów grania, ze wszystkich sprawdzianów, jakie mieliśmy – Superliga superligą, ale nawet Nielba, która przeciwko nam nie istniała w Dębnie! I to było też w lidze, że w pierwszej połowie Nielba nie istniała, a później coś się zacięło – ja wiem już co – nasza skuteczność. Może obawa przed łatwym, dużym zwycięstwem? Albo strach przed tym, że coś przyjdzie zbyt łatwo. To, że możemy wygrać, to, że prowadzimy kilkoma bramkami, w pewnym momencie nas usztywniało. Graliśmy inną piłkę ręczną na początku i później zupełnie inną. Na początku graliśmy tak, jak zaplanowaliśmy to od pierwszej sekundy meczu. Graliśmy dwoma siódemkami. W okresie przygotowawczym to rozwiązanie się sprawdzało. Jedna i druga formacja wchodząc robiła swoje. Druga – teoretycznie silniejsza siódemka, mocniejsza fizycznie, z większą siłą ataku i obrony – oni kontynuowali to, albo przynajmniej nie tracili tego, co grali mali. Mali grali wyśmienicie. W obronie 3-2-1, wszystkie mecze, które oni rozpoczynali, to tak naprawdę szachowali wszystkich – nawet ten mecz z Kościerzyną, to mali długo trzymali. Waga ciężka weszła i tam się ten wynik rozjechał. A rozjechał się przez słabą skuteczność. Coś nasz zaczęło paraliżować. Ci nasi „liderzy”, którzy powinni być wtedy skuteczni, nie wykazali się w strategicznych momentach swoją skutecznością i nie wykazali się, że są liderami-strzelcami w zespole. To jest do poprawienia, kwestia czasu. Na szczęście – to co powiem nie będzie popularne – nie mamy wielkiej presji, by wszystko wygrywać i tylko wygrywać. My gramy dla kibiców, w drugiej kolejności do siebie, bo chcemy się doskonalić. Ale przez to, że mamy poligon doświadczalny trochę większy, możemy rotować – sobą, systemami obronnymi czy atakiem, czy składem, ale też powinniśmy grać bez większej presji, a to się do końca nie przekłada na rzeczywistość. Na pewno jednak to przyniesie skutki. Doświadczenie. Moja ocena jest już zdecydowanie inna względem niektórych zawodników. Niektórzy zrobili naprawdę bardzo duży progres, stają się pomału graczami. Niektórzy nie dźwigają tej sytuacji, ale to jest temat na jakieś późniejsze rozmyślania. Moja ocena to jest taka 3+. Lekko grożę palcem, ale nie włączamy jeszcze pogotowia. Gramy widowiskowo i to jest ważne, a zespół sam zaczyna prowadzić swoją grę, urozmaica ją bez mojej podpowiedzi. Czasami trzeba gdzieś wstrząsnąć, nakierować, pokierować. Ale zespół zaczyna powoli dojrzewać.

 


A co było najbardziej pozytywnym zjawiskiem w Stali Gorzów w trakcie tej rundy?

- Może właśnie to, że w momentach prowadzenia grania, coraz rzadziej muszę podpowiadać, a zawodnicy wykazują się własną intencją. Nawet jak bierzemy czas na żądanie, to jak dochodzi do sytuacji omawiania, to ja coraz rzadziej się wtrącam, oni potrafią się namówić, a czasami i mnie czymś zaskoczyć. To znaczy, że są przygotowani na moje pytanie: „Co gracie?” oni już dawno wiedzą, wcześniej się umówili i to jest ważne, bo to zaczyna im wychodzić. A zwłaszcza te sytuacje takie „spektakularne” - gdzie jesteśmy gdzieś na przymusie, na czasie, mamy dwa-trzy podania do rozwiązania akcji. Kiedyś musiałem bardzo mocno podpowiadać, co i jak zagrać, bo w ferworze walki chłopaki zapominali, a dzisiaj się okazuje, że się wydzieram, mordę drę, a mamy duży spokój, oni nad wszystkim panują i akcję kończą wyśmienicie. I to jest fajne.

 

Czyli można powiedzieć, że mamy coraz większy profesjonalizm w Stali Gorzów?

- Coraz większe zgranie. Z profesjonalizmem to jeszcze spokojnie, to jest trochę inna strona medalu. Ale na pewno jest coraz większe zgranie i zrozumienie. Coraz więcej zawodników rozumie moją grę i my się rozumiemy nawet nie na dotyk, tylko na mgnienie oka. I to jest dobre.

 

Pamiętajmy, że jeszcze druga runda przed nami. O które miejsce będziecie chcieli zagrać w tym sezonie?

- Miejsce – trudno powiedzieć. Pierwszą rundę mieliśmy trochę niesprzyjającą, bo mieliśmy z rzędu 3 wyjazdy. A teraz mamy 3 u siebie. Wszyscy  mówimy: „Acha, mamy 3 u siebie, to wszystko tutaj powygrywamy” i tak dalej. Boję się, żebyśmy sami na siebie nie nałożyli presji, nie wpychajmy się sami w zwężającą się tubę. Stać nas na zdobycie wszystkich punktów u siebie i na pewno na lepszą rundę, niż była ta pierwsza. Jak to się skończy – trudno przewidzieć. Tych punktów do pierwszego miejsca jest duża różnica, ale śmiem twierdzić, że nie taka wielka, by jeszcze nie powalczyć nawet o wygraną w całej lidze. Meczy też nie jest dużo, ale mogą dziać się różne rzeczy.

 

Po świętach czeka Was kolejny okres przygotowawczy. Jakie plany?

- Okres przygotowawczy tak naprawdę już się rozpoczął. Ten tydzień kończymy pięcioma treningami na siłowni i po świętach będziemy mieli 4 takie treningi. Trzeciego stycznia są już razem tu w Gorzowie. 5 stycznia jedziemy do Lubina i tam gramy z Młodzieżową Reprezentacją Polski. Później turniej. Potwierdzony mam już skład – jest to zespół z Kalisza, Zielonej Góry i Koszalina. Wcześniej planowaliśmy, żeby przyjechała sama superliga, ale ni z gruchy ni z pietruchy cały styczeń ZPRP zajął na Puchar Polski.

 

Jak ten turniej miałby wyglądać?

- Będziemy grali w formule pucharowej, czyli półfinał-finał, jak w Dębnie.

 

A co po turnieju?

- Po turnieju będę chciał jeszcze grać. Wstępnie jestem umówiony z Bartkiem Jaszką, a więc Zagłębiem Lubin. A dodatkowo chciałbym zagrać też 18 stycznia, ale jeszcze nie wiem z kim – prawdopodobnie nie będą to ekstraligowcy. Z Lubiem prawdopodobnie zagramy w tygodniu.