Podczas gorzowskiej odsłony Derbów Lubuskich na stadionie obecnych będzie trzech wspaniałych gości, m. in. Jankes z Radia Eska, który od małego kibicuje Stali Gorzów. Co mówi przed tym spotkaniem?

Jankes, byłeś już na niejednych zawodach żużlowych – na Lubuskich Derbach również? Jakie masz skojarzenia z pojedynkami między Gorzowem a Zieloną Górą?

– Jasne, że byłem! A skojarzenia… Przede wszystkim emocje, nadzwyczajne, które towarzyszą każdym derbom! Nie pamiętam takiego spotkania z Zieloną Górą, gdzie by się siedziało na krzesełku, ziewało i czekało na kolejną przerwę, żeby biec po paczkę słonecznika. Za każdym razem to fantastyczna, ogromna dawka emocji, której można zasmakować tylko na derbach. Pamiętam jak nie raz z kumplem z bloku, Stasiem, skakaliśmy, krzyczeliśmy, dopingowaliśmy Staleczce, narażając życie! Serio. Jak jeszcze nie mieliśmy tak pięknego obiektu, dobry widok był na pierwszym łuku z najwyższego punktu, czyli z chwiejącego się płotu przy ogródkach działkowych. Do dziś pamiętam najgłośniejsze na świecie: Staleczka Gorzów sialalalala…

Czy w Gorzowie zauważasz zmiany w atmosferze przed pojedynkiem z Zieloną Górą? Jak postrzegasz tę atmosferę?

– Ciężko mi powiedzieć jak jest na kilka dni przed pojedynkiem. Najczęściej wpadam do Gorzowa tuż przed meczem, a to za sprawą tego, że od wielu lat mieszkam poza naszym miastem. Wcześniej kilka lat na Śląsku, teraz w Warszawie. Na chwilę przed spotkaniem na pewno da się zauważyć co uwielbiam, czyli wysyp żółto-niebieskich barw. Czy to na osobach, które dumnie kroczą na stadion czy choćby samochodach z fruwającymi szalikami i flagami. Co ważne, zauważam też zmiany w atmosferze podwórkowej na ulicy, przy której dorastałem. Na Fredry, gdzie od wielu lat przyjaciele z bloku zjeżdżają się na derby z wielu stron. Z Anglii i z całej Polski. Na tym właśnie polega ta oryginalność derbów, że w każdym z gorzowian, którzy mają zajawkę na żużel, wywołują pełne napięcia oczekiwanie: każdy czeka, czeka, czeka co się wydarzy i zaczyna się wczuwać w sportową atmosferę. Poza tym mam nadzieję, że nie zauważymy w atmosferze deszczu, który mógłby popsuć gorzowskie święto. Deszczu! Nie rób nam tego! (śmiech)

Czy Stal Gorzów jest Ci bliskim klubem? Jesteś związany z nią na emocjonalnym poziomie?

– O Jezu, no pewnie! To dla mnie najważniejszy klub sportowy na świecie, naprawdę! Stal towarzyszy mi od dzieciństwa, kiedy pomyślę o sporcie w Gorzowie to przede wszystkim na myśl przychodzi żużel. Mocno mam zakorzenioną miłość do Stali, we krwi mam trochę żużla i metanolu. Jak byłem mały to nosiłem przy prezentacji barwy klubowe przed naszymi zawodnikami. Kiedyś nie było tak jak teraz, że żużlowcy wyjeżdżali na prezentację na wygodnej platformie,  tylko chodzili wokół toru, robili rundę honorową, a przed nimi razem z kolegą – Danielem Małolepszym – szliśmy z plastronami  i barwami drużyn. Dumni i szczęśliwi jak nie wiem kto. Mogłem przybijać piątki z zawodnikami i widziałem żużel „od kuchni”. Od małego byłem wtłoczony w ten klub i tak już zostało.  

Z kim po raz pierwszy poszedłeś na żużel? Kto „zaraził” Cię miłością do czarnego sportu?

– To było naprawdę dawno temu. Prawdopodobnie pierwszy raz był z moim tatą, Heniem, który też był wielkim fanem czarnego sportu i jak byłem małym Jankesem to z nim chodziłem. Od razu poczułem ten sport w sobie, byłem szczęśliwym dzieciakiem, który mógł być blisko sportowców, oglądać to wszystko z perspektywy parku maszyn. Żużlowców miałem na wyciągnięcie ręki, wręcz podanych na tacy.

Czy żużel to jedyny sport motorowy, którym się interesujesz? Dlaczego akurat speedway wydaje Ci się atrakcyjny?

– Ze sportów motorowych to przede wszystkim żużel. Mam „hopla” na tym punkcie. Podziwiam zawodników, którzy wręcz tańczą na motocyklu. Takim tancerzem jest na przykład Bartek Zmarzlik, który bywa krytykowany za ten „żużlowy taniec” z gwiazdami. Pewnie, że wymachiwanie nogami podczas biegu na pełnej prędkości może innemu trochę przeszkadzać, ale każdy na swoim rumaku robi to na co ma ochotę i to właśnie w speedway’u jest niesamowite, że zawodnik pracuje całym sobą, wczuwa się i przez te swoje kocie ruchy na motocyklu dojeżdża do mety z trzema punktami. Do elity tancerzy zaliczam też Tomka Golloba.
Ciekawy też jest motocross. Pamiętam jak kiedyś oglądałem zawody za stadionem im. E. Jancarza. Jeździłem tam też ze swoim tatą na naszym motocrossie” czyli jawie 50 mustang. Jednak numerem jeden jest żużel. Jeśli tylko mam czas, to każdą wolną chwilę poświęcam na emocje związane z czarnym sportem.

I na koniec: czego spodziewasz się po tegorocznej odsłonie derbów i kto wygra mecz?

– To jest pytanie retoryczne – oczywiście, że my wygramy! Inną kwestią jest zdobycie punktu bonusowego. Przez specjalistów jesteśmy stawiani w roli faworyta i tego będę się trzymać. Prawdopodobnie nie pojedzie Piotr Protasiewicz, czyli powinno być trochę łatwiej. Niech wygra nasza Staleczka, Stal Gorzów! Oby skończyło się różnicą 11 punktów na naszą korzyść.
Liczę na to, że w końcu kibice z Zielonej Góry pokażą się z lepszej strony niż w latach poprzednich, jak to potrafili wyciągać na transparentach prywatne sprawy legendy czarnego sportu, tj. Edwarda Jancarza. Liczę na to, że pokażą się z dobrej strony biorąc przykład z naszych gorzowskich kibiców, którzy w Zielonej Górze świecili przykładem.
Derby, jak mówiłem wcześniej, są dla mnie nadzwyczajnym wydarzeniem, zarówno od strony prywatnej, ponieważ spotykam na stadionie mnóstwo znajomych, z którymi widuję się raz na kilka lat, jak i tej sportowej. Myślę, że to mecz, którego nie można pominąć.

Dziękuję za rozmowę i poświęcony czas!

Rozmawiała: Kinga Taisner

Udostępnij