W kolejnej odsłonie cyklu do rozmowy namówiliśmy Piotra Chudego. Czy ten lewoskrzydłowy musi mocno pracować, by sylwetkę dopasować do swojego nazwiska?

 

Piotr Chudy

Pozycja: lewoskrzydłowy

Numer: 10

Data urodzenia: 13.06.1984

Wzrost: 187 cm

Waga: 82 kg

Gra od: ok. 21 lat

Ulubiony kolor: pomarańczowy

Ulubiony film: Matrix, Gladiator

Ulubiony serial: Przyjaciele

Ulubiona książka: Twórczość Stephena Kinga, Deana Richarda Crites

 

Jak zaczęła się twoja przygoda z piłką ręczną?

 

Treningi rozpocząłem w klasie sportowej w Szkole Podstawowej nr 15 pod okiem pana Mariusza Czubaka, ale przede wszystkim pana Cyglera. Później w liceum trenował mnie pan Janusz Szopa. Dużo było trenerów, na przykład pan Gumiński, Molski, przewinęło się ich trochę…

 

Opowiedz coś o swojej karierze.  Tylko Gorzów czy też inne kluby?

 

W Gorzowie grałem do dziewiętnastego roku życia jako junior na AZS AWF-ie, potem poszedłem na studia do Szczecina, gdzie grałem w Łączościowcu Szczecin. Tam przerwałem na czwartym roku studiów karierę i dopiero gdy wróciłem do Gorzowa w wieku trzydziestu lat zacząłem grać w trzeciej lidze. Postanowiłem jeszcze raz spróbować swoich sił.

 

Gra na lewym skrzydle to trudne zadanie?

 

Każda pozycja jest dość specyficzna. Skrzydłowy musi więcej walczyć w powietrzu i bardziej technicznie niż inni, by obejść bramkarza. Ale nie oszukujmy się, jesteśmy zależni od naszych partnerów z zespołu. To oni wypracowują nam pozycję. Czasem uda się wyprowadzić pozycję jeden na jeden, ale to jest bardzo rzadkie. Na tej pozycji potrzeba więcej techniki niż siły.

 

Dlaczego akurat skrzydłowy?

 

Od czwartej klasy, pomimo wzrostu, obsadzono mnie na tej pozycji. Można powiedzieć, że najniższych z naszej drużyny stawiano na skrzydłach lub kole, a jako że nie należę do masywnych zawodników, a że raczej wykazuję się szybkością i grą techniczną, to zacząłem grę na skrzydle.

 

Dlaczego akurat piłka ręczna? Co cię urzekło w tym sporcie?

 

Gra kontaktowa, twarda, fair, ale po meczu można sobie podziękować. To jest gra dla mężczyzn, tu nie ma udawania. Jak się komuś coś stanie, to stanie się naprawdę.

 

Trzecia liga kokosów nie przynosi. Robisz coś poza grą, pracujesz?

 

Pracuję od wielu lat, obecnie w Kostrzynie, gdzie w firmie jestem koordynatorem produkcji. Codziennie dojeżdżam do miejsca pracy.

 

Nie dość, że praca, to jeszcze dojazdy – jak to łączysz z treningami piłki ręcznej?

 

Jest dość ciężko, bo jak o szóstej rano zaczyna się mój dzień, to do Gorzowa wracam najwcześniej po godzinie siedemnastej. Na całe szczęście mam duże wsparcie ze strony mojej żony, zawsze mam obiad gotowy. Mam też malutkie dziecko, którym ona się opiekuje, więc chwilę po zjedzeniu poświęcę mu trochę czasu. Potem pakuję się, idę na trening, wracam z niego i myje dziecko, kładę je spać. Wtedy, gdzieś tak koło godziny dwudziestej trzeciej mam chwilę, żeby posiedzieć, porozmawiać z żoną i położyć się spać.

 

Co najchętniej robisz w wolne wieczory, jeśli takowe masz?

 

W wolne wieczory lubię się spotykać ze znajomymi i przyjaciółmi, jeśli jest oczywiście czas i możliwość. Czasem też warto odpocząć po wyjątkowo ciężkim tygodniu, pobyć z żoną, obejrzeć jakiś dobry film.

 

Prowadzisz życie typowego sportowca? Dieta, trening, jogging?

 

Nie, tak naprawdę moje uwarunkowanie fizyczne robi to za mnie, jem dużo i mimo wszystko nie tyję. Dlatego też nie korzystam z żadnej diety. (śmiech)

 

Jak wygląda twój dzień w sezonie i poza nim? Jest więcej czasu dla siebie?

 

Poza sezonem jest praca, tak więc popołudnia mam wolne. Tak naprawdę staram się żyć aktywnie, od najmłodszych lat byłem przyzwyczajony do wysiłku fizycznego, więc zawsze coś się znajdywało. W wolnych chwilach gram w siatkówkę plażową, w darta także z powodzeniami.

 

A jak wyglądają twoje przygotowania do meczu? Masz jakiś swój rytuał?

 

Nie, nie mam żadnych rytuałów. Rozmawiam z innymi, po prostu staram się nie myśleć o meczu, nie kalkulować, tylko być jak najbardziej rozluźnionym.

 

Jaki masz stosunek do innych klubów sportowych w Gorzowie?

 

Uwielbiam chodzić na żużel, jako że mój tata zabierał mnie na mecze od trzeciego roku życia, jak tylko mogę to oglądam zawody w telewizji albo na żywo. Inne dyscypliny też obserwuję, koszykówka, siatkówka, piłka nożna trochę mniej, co nie znaczy że nie kibicuję klubom z Gorzowa. Sądzę, że sport powinien łączyć, a nie dzielić.

 

Co lubisz robić poza grą?

 

Tak jak wspominałem, lubię grać w siatkówkę, w darta, czy to elektronicznie, czy na stalowe lotki. Udało mi się wywalczyć mistrza Gorzowa w zeszłym roku i w zawodach krajowych też grałem z powodzeniem.

 

Czy piłka ręczna jest czymś, z czego chciałbyś się kiedyś utrzymywać?

 

Patrząc realistycznie, nie. Tak jak mówili koledzy – trzecia i druga liga kokosów nie przynosi. Oczywiście grą można sobie dorobić, jednak głównie skupiam się na pracy, w piłkę gram gdy tylko mam czas.

 

Jakie jest twoje największe marzenie sportowe i pozasportowe?

 

Jeśli chodzi o marzenie sportowe to chciałbym awansować z chłopakami do pierwszej ligi. To byłby sukces. Wiadomo, mam swoje lata i nie liczę na zbyt wiele. Pozasportowe? Mieć zdrowe dzieci.

Udostępnij