Stal Gorzów wygrała w niedzielę z Tychy Falcons 26:0. Po meczu porozmawialiśmy z trenerami obu zespołów oraz jednym z zawodników żółto-niebieskich”.

 

Z gry swoich podopiecznych zadowolony był Paweł Sołtysiak, którzy z Emilem Mikułą tworzy duet szkoleniowy w gorzowskiej ekipie. Jak się okazuje, nie wszyscy gracze byli obeczni podczas spotkania. – Bardzo fajnie chłopaki zagrali. Byliśmy nieco osłabieni, więc musieliśmy rezerwami załatać pewne luki pod nieobecność zawodników pierwszego składu. Uważam, że spisaliśmy się naprawdę dobrze. Mocno pracowaliśmy taktycznie podczas meczu. Zmienialiśmy formacje, dostosowaliśmy się do gry. Nie wiedzieliśmy, co przeciwnik będzie chciał przeciwko nam zagrać. Podczas spotkania była ogromna burza mózgów i dostosowaliśmy zagrywki do tego, co widzieliśmy na bieżąco. Nie mogliśmy przygotować się przed meczem, gdyż nie mieliśmy żadnych nagrań. Cała analiza i taktyka musiała być tworzona na bieżąco – przyznał trener.

 

Gra Tychy Falcons podczas rozgrywek PLFA J-8 w maju i czerwcu nie okazała się pomocna. – W PLFA J-8 była zupełnie inna formuła i nie da się tego przenieść – wyjaśnił Sołtysiak.

 

Stalowcy świetnie spisywali się tego dnia w defensywie. Również ofensywa radziła sobie nieźle i, mimo pozytywnej oceny całego meczu, nie zabrakło błędów. – Daliśmy radę, jeśli chodzi o zatrzymanie zdobywania przez rywala punktów. Jeżeli chodzi o nasze 26:0, to odzwierciedla to w jakiś sposób grę. Przewaga dosyć spora. Było troszkę błędów. Czterokrotnie byliśmy zatrzymani poprzez stratę, zgubienie bądź przechwyt piłki. Ogólnie cały mecz oceniam jednak na plus – powiedział trener drużyny z Gorzowa.

 

Wynik nie do końca jednak odzwierciedla przebieg spotkania i nie był to zwykły spacerek dla „żółto-niebieskich”, o czym przekonuje running back naszego zespołu. – Bardzo dobrze nam się grało. Nie spodziewaliśmy, że przeciwnik będzie aż tak wymagający. Graliśmy jak równy z równym. Dobrze wychodziły nam rzuty na boki. Udało mi się zagrać parę ładnych akcji i jestem zadowolony z tego spotkania – mówił po meczu Marcin Niewiarowski.

 

Klasę rywala docenił szkoleniowiec z Tych, który podziękował także za zrozumienie gorzowskiej ekipie. Chodzi oczywiście o kontuzję jednego z graczy Falcons. Na szczęście uraz okazał się niegroźny, ale Daniel Kulawiak musiał udać się do szpitala i za porozumieniem stron pojedynek przerwano na sześć minut przed końcem. – Mecz był bardzo trudny. Stal Gorzów wysoko postawiła poprzeczkę, co widać po wyniku. Niestety, skończyło się kontuzją zawodnika. Mam nadzieję, że to będzie mały uraz. Musieliśmy przerwać, tak to zadziałało na drużynę. W pierwszych chwilach strasznie to wyglądało. Miejmy nadzieję, że to bardziej strach, jakaś chwila bólu. Był z nim kontakt i mógł ruszać kończynami, więc myślę, że jest w porządku, choć może to być kontuzja pleców. Przerwanie meczu wyszło z naszej strony. Nie było z tym problemu. Jestem wdzięczny Stali, że tak to zakończyliśmy. Zostają nadzieje na awans, ale chłopaki muszą zacząć więcej myśleć o futbolu, a nie o innych pierdołach. Więcej koncentracji i jesteśmy w stanie coś tam ugrać. Liczę na zwycięstwo z Panters Wrocław – przekonywał Aksel Kucyła.

 

We wspomnianej sytuacji udział brał właśnie Marcin Niewiarowski. – Byłem bardzo blisko pola punktowego i z dwóch stron biegli na mnie zawodnicy z Tych. Postanowiłem, że spróbuję ich przeskoczyć. Gdybym tego nie zrobił, to by we mnie wpadli – skomentował całe zajście biegacz Stali.

 

Gospodarze nie zastanawiali się ani chwili nad propozycją Kucyły i zgodzili się na przerwanie meczu, choć mogli jeszcze powalczyć o podwyższenie wyniku. Kwestia awansu do finałów na dobre rozstrzygnie się za tydzień, po ostatnim spotkaniach w fazie grupowej PLFA J-11. – W życiu ważny jest szacunek. Jeśli drugi trener mówi, że nie są w stanie grać dalej, to trzeba to uszanować. Na ten moment będzie trudno, żeby wyjść z grupy. Szacowaliśmy, że potrzebujemy naprawdę wysokiej wygranej – zakończył Paweł Sołtysiak.

Udostępnij