Stal Gorzów zdobyła srebro w rozgrywkach PLFA 8. W finale lepsi okazali się gracze Warsaw Old Boys. Wcześniej, w półfinale, żółto-niebiescy” zmierzyli się z Rockets Rzeszów. Co po finałowym turnieju mówili bohaterowie zawodów?

 

W ekipie z Rzeszowa Daniel Krawiec pełnił rolę grającego trenera, będąc jednocześnie rozgrywającym. – Pierwszy mecz ze Stalą Gorzów był o tyle trudny, że przegraliśmy cornerami, a oni nimi wygrali. Nasi WR nie mieli nic do powiedzenia. Cornerzy zawiedli. Spotkanie było bardzo wyrównane, można pozytywnie je określić. To tylko dwa punkty. Mogliśmy to wygrać, ale jedna akcja zaważyła. Spodziewaliśmy się, że to wygramy i z takim nastawieniem podeszliśmy do spotkania. Mieliśmy w głowach coś takiego, że Stal trafiała na słabszych przeciwników we wcześniejszych fazach rozgrywek. Myślę, że to kwestia przypadku, że się nam nie udało – podsumował pierwszy półfinał rzeszowski quarterback.

 

W meczu o brąz zmierzyli się z Kaliningrad Amber Hawks. Goście z Rosji zostali szybko zdominowani przez „Rakiety”. – Grali bardzo fizycznie, nie cofali się w żadnym momencie i chcieli każdą akcję dograć do końca. Naprawdę fizyczna drużyna, ale wydaje mi się, że brakuje im pomysłu w ofensywie. W defensywie nie byli przygotowani na to, że będziemy tyle podawać – stwierdził Krawiec.

 

QB z Rzeszowa zaprzeczył także temu, że aura mogła mieć jakiś wpływ na grę. Przez kilka dni przed turniejem padało. W sam dzień zawodów opadów na szczęście już nie było. – Dostosowaliśmy grę do przeciwnika. Nie miało znaczenia to, że była śliska piłka. Może na początku. Graliśmy to, na co rywal pozwalał. Bieg wchodził, więc były następne. Moim zdaniem warunki atmosferyczne były typowo futbolowe. Mogło być troszeczkę cieplej – przyznał.

 

Rzeszów Rockets mają podobne plany, co Stal Gorzów i chcą w przyszłym sezonie zagrać w PLFA II. Byłby to powrót rzeszowskiej drużyny na ten szczebel, gdyż wcześniej grali tam Ravens, z których wielu zawodników stworzyło potem „Rakiety”. Wszystko zależy od najbliższych miesięcy. – Brąz jest dla nas oznaką tego, że da się coś zrobić w Rzeszowie. W chłopakach jest pełno pasji, zaangażowania, ale niestety nie da się tak, żeby wszyscy zawodnicy, którzy przychodzą na treningi, poświęcali się tak, jak reszta. Dlatego szukamy osób, które mogłyby poświęcić czas i serce drużynie. Sezon można zaliczyć do udanych. Przejście do jedenastek będzie zależeć od rekrutacji. Bardzo bym chciał – powiedział Daniel Krawiec.

 

Niezwykle radości po zdobyciu złota byli zaś Warsaw Old Boys. Trudno im się dziwić. Co ciekawe, średnia wieku w tym zespole wyniosła aż 33 lata. Czy tylko doświadczenie zdecydowała o zwycięstwie? – Super uczucie. Cała kariera i na koniec złoto. Rewelacyjna sprawa, super chłopaki. Czujemy się świetnie. Projekt Old Boys zrealizowany w stu procentach. Cały czas do przodu i wieczne treningi z grillem. To jest nasz przepis na sukces. Projekt Old Boys zakładał zwycięstwo w lidze „ósemek”. Następny pomysł to jest melodia przyszłości – mówił nam jeszcze przed dekoracją Michał Kozdrój, running back z Warszawy. Dla wielu graczy mogły to być ostatnie występy w lidze.

 

Dla gorzowskich futbolistów był to drugi srebrny medal z rzędu. Lekki niedosyt był, ale mimo to radość była ogromna. Do tego tytuł MVP otrzymał Kamil Mądry. O grze w finałach opowiedział zaś Tomasz Martynow. – Zaskoczyli nas totalnie. My też nie byliśmy w rytmie. Obudziliśmy się w drugiej połowie i dogrywkę zagraliśmy bardzo dobrze, jak byśmy dopiero co wyszli z szatni – powiedział o meczu z Rockets Rzeszów nasz rozgrywający.

 

Dramaturgii nie zabrakło również w finale. Gdyby było trochę więcej szczęścia i czasu, to wynik mógłby być zupełnie inny. W ostatnich sekundach gorzowianie podjęli próbę field goala, czyli kopnięcia na bramkę. Gdyby to się powiodło, wygraliby wówczas 15:14. – Przede wszystkim zabrakło czasu. Przeciwnicy znali praktycznie wszystkie nasze schematy podaniowe, więc akcja z rzutem by nie wyszła. Wykop to była jedyna możliwa opcja dla naszej ofensywy – przyznał QB Stali. Brak czasu nie był jednak jedynym czynnikiem. – Myślę, że zabrakło doświadczenia i zimnej głowy. Kilka niepotrzebnych błędów, kar. Gdyby nie to, to mecz inaczej by się ułożył – dodał Martynow, który raz musiał nawet wejść w skórę obrońcy, gdy znakomity return zanotowali warszawianie. – Trochę w kick-offie się pomieszało, ale to był już trzeci raz, więc nabrałem wprawy – zaśmiał się.

 

Wiadomo, że jest niedosyt, bo mieliśmy taki idealny sezon, ale trzeba się pogodzić z tym. Widocznie to jeszcze nie czas na złoto Gorzowa – podsumował gorzowskie quarterback, zapytany o radość ze srebra.

 

Na turnieju obecny był także prezes Polskiego Związku Futbolu Amerykańskiego, który był pełen uznania nie tylko dla doświadczonej drużyny Warsaw Old Boys, ale także dla gospodarzy. – Starsi panowie, ale w dobrej formie i świetni technicznie. Pamiętajmy też, że to zawodnicy, którzy grają, bądź grali w futbol przynajmniej pięć lat. Część z nich jeszcze w 1990 roku, czyli w prehistorii futbolu amerykańskiego w Polsce, zaczynała tworzyć Warsaw Eagles. Bagaż doświadczenia jest więc potężny. Myślę, że musieli się jednak namęczyć. Stal była najbliżej tego, by pokonać Old Boys, pokazując kawał charakteru. Właściwie jedno zagranie zadecydowało o tym, że to nie Stal celebruje mistrzostwo. Świetna kulminacja tego turnieju – podsumował Jędrzej Stęszewski.

 

Prezes PZFA ocenił też poziom sportowy całego turnieju i krótko podsumował ten sezon w PLFA 8. – Miałem przyjemność być na części meczu o brązowy medal i na spotkaniu finałowym. „Ósemki” są bardzo efektowne, preferują otwarty styl gry: dużo podań, biegów na zewnątrz, ale też było sporo fajnych zagrań w defensywie. Kilka przechwytów, potężnych powaleń. Poziom był bardzo dobry. Te rozgrywki trzeba traktować jako rozwojowe. To liga, która pozwala zespołom przygotować się do rozgrywek jedenastoosobowych, ale służy też jako miejsce dla zespołów z mniejszych miast. To kolejny sukces sezonu. Mecze się odbywały, mieliśmy zespół z Rosji. Po raz pierwszy w historii PLFA grała u nas ekipa zza granicy. Zresztą dwa razy Amber Hawks przyjechali do Gorzowa i to w odstępstwie dwóch tygodni. Pokonali kawał drogi, ale byli uśmiechnięci, zadowoleni, że tu wystąpili. Zobaczymy, które drużyny dołączą do rozgrywek jedenastoosobowych, a jakie nowe pojawią się w „ósemkach” – zakończył Stęszewski.

Udostępnij