To już 19 lat, od kiedy jesteś ze Stalą. Kto zaszczepił w Tobie tę pasję?

– Pasję do czarnego sportu zaszczepił we mnie mój tata, który zabrał mnie na stadion pierwszy raz w 1997 roku na Dzień Dziecka. Z kolei mój tata pasję do żużla „odziedziczył” po swoim ojcu. Podsumowując, w naszej rodzinie żużel przekazywany jest z dziadka na ojca, z ojca na syna.

 

Po raz kolejny speedway okazuje się być sportem rodzinnym. Co dla Ciebie znaczy bycie kibicem?

– Bycie kibicem to według mnie poświęcenie, które każdy z nas wkłada, aby pojechać na mecze wyjazdowe, dopingować naszą drużynę. Miłość – nie za pieniądze, nie za zaszczyty, lecz za pasję, pasję do czarnego sportu.

 

Byłeś z klubem w cięższych sezonach, wspierasz drużynę po porażkach, jesteś dumnym kibicem, gdy nasi żużlowcy odnoszą sukcesy. Dlaczego żużel, wyjazdy i wszystko co związane ze speedwayem jest dla Ciebie takie wciągające?

– Lubię dawkę adrenaliny, nawet jeżeli mam być tylko kibicem, który stoi po drugiej stronie siatki i to obserwuje. Speedway to po prostu magia – kto spróbował, zawsze będzie chciał wracać. Ten zapach, ta atmosfera na stadionach – to jest po prostu coś, co trzeba zobaczyć.

 

W ciągu tych wielu lat kibicowania jakiś moment szczególnie zapadł Ci w pamięci?

– Wszystkie mecze mają swoje piękne momenty, warte podkreślenia. Dla mnie pierwszym ważnym momentem, który pamiętam był mecz z Toruniem (wtedy Apator) , kiedy to deszcz storpedował tor. Zawodnicy mimo wszystko jechali, Stal wtedy do 11 biegu przegrywała 31:35, ale piorunująca końcówka naszych zawodników i mecz zakończył się wynikiem 51:39. Drugim wydarzeniem, które zapadło mi w pamięć to mecz z Falubazem Zielona Góra w 2011 roku i profesorska jazda Tomasza Golloba, który rozstawiał po torze rywali, robiąc miejsce dla Bartka Zmarzlika. Kolejne wydarzenie to mecz z Unią Tarnów w 2012 roku i szaleńcza pogoń Stali, która przegrywała dziesięcioma punktami, by na koniec wygrać 8. Oczywiście każdy mecz to wydarzenie, które zapada w pamięć na długi czas. Istotnym momentem w moim życiu kibicowskim było to, gdy Stal Gorzów wracała do Ekstraligi i po znakomitym finale I ligi pokonała drużynę z Ostrowa. Doskonale w pamięć zapadł mi moment, kiedy Paweł Hlib w 14 biegu  na trzecim okrążeniu cieszył się razem z kibicami i machał rękami, oraz nasz obecny trener Stanisław Chomski, który po tym biegu uklęknął i pocałował tor.

 

Poprzez wieloletni staż w kibicowaniu jesteś już ekspertem w tej dziedzinie. Kto jest wg Ciebie prawdziwym „profesorem” speedwaya, od którego młodzi adepci powinni się uczyć, a dla Ciebie jest ikoną tego i jednocześnie Twoim największym idolem?

 – Tylko i wyłącznie Tomasz Gollob. Profesor, który naszemu krajowi „otworzył drzwi” na światowy speedway. Jest to zawodnik, który koncertowo rozgrywał biegi, który pokazywał innym zawodnikom jak wykorzystać każdy centymetr wolnej przestrzeni na torze, dla którego ważniejsze jest dobro z drużyny i pomoc partnerowi z pary niż indywidualna zdobycz. Panowanie nad motocyklem, sylwetka podczas wyścigu… jeżeli w tym kraju ktoś mówi żużel, myśli Gollob, jeśli ktoś mówi Gollob, myśli żużel.

 

Każdy fan gorzowskiej drużyny ma pewne metody na utożsamianie się z ukochaną drużyną. Jak Ty na co dzień pokazujesz, że jesteś kibicem Stali Gorzów?

– Na przeróżne sposoby. Moje auto jest oklejone naszymi barwami, naszymi klubowymi hasłami. Mój pokój to jeden wielki zbiór plakatów, zdjęć,  kalendarzy żużlowych. Nawet kiedyś mój motocykl miał naklejony nasz herb. Bo Stal Gorzów to jedna, wielka ŻÓŁTA rodzina!

Udostępnij