www.stalgorzow.pl: Jak zaczęła się Twoja przygoda z żużlem?

Martin Vaculik: – Moja przygoda z żużlem rozpoczęła się od tego, że pochodzę z Żarnowicy, która na Słowacji jest miastem typowo żużlowym. Od małego dzieciaka przychodziłem tam na stadion, bo mój tata kiedyś jeździł na żużlu. Był dosyć dobrym zawodnikiem, jak na tamte czasy w Czechosłowacji. Jak się urodziłem, to skończył karierę, ale nie przestał interesować się żużlem. Zawody się odbywały, a on zabierał mnie na stadion, żebym mógł oglądać z nim mecze i bardzo mi się to po prostu podobało. Jeszcze jak byłem bardzo młodym chłopcem, jeździłem w koło domu na rowerze i udawałem, że jestem żużlowcem. Od małego zapatrzyłem się w żużel i trzyma mnie to do dzisiaj.

 

Pamiętasz swój pierwszy mecz, ale w roli kibica, a nie zawodnika żużlowego?

W sumie to nie, bo jak byłem na takim moim pierwszym-pierwszym meczu, to z opowiadań pamiętam, że byłem jeszcze w wózku i tak się rozpłakałem, że musiałem jechać do domu. Ten dźwięk i to wszystko na stadionie po prostu mnie przestraszyło. A pierwszy mecz, który mógłbym zapamiętać… to tak naprawdę nie pamiętam, bo to było strasznie dawno (śmiech). Późniejsze zaś pamiętam dokładnie, są to naprawdę świetne wspomnienia.

 

Czy to był ten moment, te pierwsze mecze, które pamiętasz, w którym pomyślałeś sobie, że to jest to, co chcesz robić w życiu?

– Tak, ja zawsze to kochałem i nie mogłem się doczekać, kiedy będzie kolejny żużel. Po meczu jeździłem rowerem po torze i zbierałem zrywki z gogli, które zostawili zawodnicy. Żyłem tymi emocjami jeszcze przez kilka dni. Dla mnie żużel zawsze był czymś świetnym i naprawdę byłem zakochany w tym sporcie.

 

Kto był Twoim wzorem, kiedy zaczynałeś przygodę z żużlem i dlaczego akurat on?

– Tony Rickardsson, bo był świetnym zawodnikiem. Jako dziecko bardzo podobało mi się, jak kolorowo zawsze był ubrany. Pamiętam, że w ’99 miał niebiesko-żółty kevlar, reklamy i naszywki. Dla mnie był naprawdę bardzo dobrym zawodnikiem. Podobała mi się jego sylwetka, agresja i to, jak się wyróżniał spośród wszystkich zawodników. 

 

A teraz masz jakiegoś zawodnika, którego podpatrujesz?

– Tak, podpatruję wielu zawodników. Mam teraz wielu kumpli w żużlu i nie chcę ich tutaj wymieniać, bo chyba mógłbym wymienić wszystkich!

 

Wspomniałeś, że Twój tata był również zawodnikiem, czyli żużel był zawsze obecny w Twoim domu rodzinnym…

– Tak, tata jeździł i to około 15 lat. Był prawdopodobnie jednym z najlepszych zawodników z Czechosłowacji. W tych latach żużel był tam na wysokim poziomie i bardzo popularnym popularny. Ten sport rzeczywiście w rodzinie pojawiał się przez cały czas.

 

A mama nie miała nic przeciwko, kiedy chciałeś zacząć trenować?

– Nie, nie była zadowolona, ale wygrało to, że chciałem jeździć i ją do tego przekonałem. Na początku twierdziłem, że to tylko na próbę i zobaczymy, czy coś z tego wyjdzie, ale jak widać, do dziś to robię (śmiech).

 

A czy żużel był pierwszym sportem, którego próbowałeś w życiu?

– Nie, było dużo innych sportów. Zacząłem, jak miałem 9 lat, a wcześniej grałem w piłkę nożną, ping-ponga i inne. Ale to żużel traktowałem najpoważniej, był najważniejszym sportem w moim życiu.

 

A co najbardziej urzekło Cię w żużlu?

– Podoba mi się sama jazda na motocyklu, to, jakie przynosi emocje, ta frajda z tego, że tam jesteś, możesz się ścigać. Samo ściganie jest świetne, możesz kogoś wyprzedzić, są sytuacje, że coś się uda, zdołasz wemknąć, wepchnąć się i to daje satysfakcję i mnie kręci. Plus oczywiście duże stadiony, dużo kibiców, fajna atmosfera – to mi się podoba najbardziej.

 

Jakbyś miał porównać czy i jak zmienił się żużel, odkąd zacząłeś stawiać w nim pierwsze kroki do teraz, to co według Ciebie najbardziej się zmieniło?

Moim zdaniem poszedł w bardziej profesjonalną stronę.

 

Czy czujesz się idolem dla młodych zawodników i dzieci, które obserwują Cię z trybun?

– Nie, zdecydowanie nie czuję się jakimś idolem. Jestem zwykłym zawodnikiem, który jeździ i stara się robić to jak najlepiej, żeby kibice byli zadowoleni z tego, co widzą na torze. Idolem się nie czuję, bo moim zdaniem, by być kimś takim, to trzeba być Mistrzem Świata i mieć duże osiągnięcia. Mam nadzieję, że to jeszcze przede mną.

 

Fot. T. Jocz

Udostępnij