Żółto-niebiescy od początku spotkania pokazywali, że chęć rewanżu i zwycięstwa na własnym parkiecie niesie ich do kolejnych udanych akcji i raz po raz odskakiwali od ambitnie walczącej Warmii, wyrabiając sobie 5-bramkową przewagę na przerwę. Później jednak goście doszli gorzowski zespół i kibice mogli oglądać nerwową końcówkę. –  Szkoda tego meczu. Potrafiliśmy odrobić tę 5-bramkową stratę, a nawet wyjść w drugiej połowie na prowadzenie. Mecz toczył się dość mocno na styku. Tym bardziej szkoda, bo mogliśmy doprowadzić do remisu i do rzutów karnych – powiedział po spotkaniu grający trener Warmii, Daniel Żółtak. Co stało się w szeregach gości, że ta sztuka im się nie udała? – Myślę, że to byłoby bardziej sprawiedliwe, ale gorzowianie mieli więcej chłodnej głowy i to oni mogą cieszyć się z 3 punktów – odpowiedział smutny trener Warmii.

 

Powody do radości miał zaś szkoleniowiec drugiego zespołu, czego Dariusz Molski po meczu nie ukrywał. Co powiedział po meczu? – Pierwszą połowę graliśmy dobrze i szkoda, że nie wykorzystaliśmy tego, co mieliśmy już wypracowane. Ale Warmia to jest taka drużyna, że nie odpuszcza i było widać, jaki to był mecz. Mecz naprawdę fajny, musiał się podobać kibicom, bo było dużo pięknych akcji i dużo ostrej walki, kości trzeszczały, więc wszystko tutaj było – opowiedział po spotkaniu. – Nie było karnych, ale to akurat całe szczęście – zażartował.

 

Gorzowianie lepiej zagrali w pierwszej niż w drugiej połowie, w której momentami mieli problemy, by pozostawać na prowadzeniu. Jakie były przyczyny takiego obrotu sprawy? – Nie postrzegam tego jako przestój. To oni się do nas przykleili zaraz na początku drugiej połowy, a my nie mogliśmy się oderwać. W pewnym momencie to nawet zaczęło wyglądać dramatycznie. Na szczęście dokonaliśmy zmian w ataku i to przyniosło efekt. Mały zaczął tam jeździć między nimi slalomem i myślę, że to też zrobiło różnicę – wyjaśnił Dariusz Molski. Szkoleniowiec gorzowskiej ekipy zgodził się zaś co do osądu swojego rywala o zimnej głowie w końcówce: – Myślę, że tak. I to się chwali. Ten zespół zaczyna coraz bardziej dojrzewać i to naprawdę fajnie, że tak jest, że tak się stało i różnicę udało się zrobić właśnie w tym momencie grania, gdzie dość często dotąd się gubiliśmy lub traciliśmy zwycięstwo. Cieszę się z takiej końcówki – zawyrokował.

 

Gorzowianie mają chwilę na odetchnięcie, ale już w głowach kolejne spotkanie, bowiem w najbliższą sobotę zmierzą się z drużyną AZS-u UW Warszawa, a już za tydzień pojadą na gorący i trudny teren do Kościerzyny, gdzie czeka ich mecz z liderem tabeli.

Udostępnij