W roku 2018 egzamin na licencję MŻ” zdała czwórka adeptów z Wawrowa. W trakcie rozgrywek do kadry na zawody mistrzowskie dołączył 10-letni Mikołaj Krok, który z motocyklami ma do czynienia już od trzech lat. – To był dla mnie trochę taki pechowy sezon, bo dwa silniki się zatarły. Tata je naprawia. Jeżdżę na 125-tce. Chłopaków z licencjami trudniej wyprzedzić. Wyścigu nie wygrałem w zawodach, tylko w eliminacjach. W żużlu fajne jest to, że można pościgać się z kolegami. Wolę atakować przy krawężniku. Podoba mi się rywalizacja, ale też prędkość. W następnym sezonie chciałbym być chociaż w pierwszej piątce w Polsce – ambitnie zapowiada młody zawodnik.

Podobne cele zakłada sobie Denis Andrzejczak, który licencję zdobył na sam koniec minionego sezonu. Co z niego zapamięta? – Siódme miejsce w zawodach adeptów bez licencji, zdanie licencji na koniec sezonu i dowiezienie bardzo dobrego zawodnika na zawodach w Toruniu, gdzie on jechał na swoim torze. Sezon udany poza tym, że dwa silniki się zatarły. Pierwszy dziadek naprawił, a drugi kupiliśmy nowy. Raczej nic więcej nie będziemy kupować. W przyszłym roku marzę o pierwszej piątce w zawodach 85-125cc, bo ta piątka jest powoływana potem do kadry Polski na Mistrzostwa Świata. Będę musiał dużo trenować i starać się. Dziadek bardzo dużo mi pomaga i motywuje – mówi wnuczek prezesa klubu.

Jest także dwójka, która miniżużlowe „prawo jazdy” chce zdobyć u progu kolejnych rozgrywek. – Na razie jeździłem tylko na 50-tkach, ale ścigam się z kolegami, kilka zawodów przejechałem. Żeby zdać licencję, to trzeba wiedzieć, jak jechać, nauczyć się trochę słówek, bo będzie jeszcze test pisemny. To poważna sprawa i presja. W żużlu podoba mi się, że można się ścigać z kolegami i czuję tę maszynę, jak na niej jadę – przyznaje Krystian Gręda, który w tym sezonie bardzo dobrze radził sobie, startując z innymi chłopcami nie posiadającymi jeszcze licencji.

Dla mnie to był udany sezon. Trochę dobrych wyścigów. Po poprzednim sezonie zmieniłem motocykl na trochę mocniejszy. Bardzo dobrze szło mi na pierwszych zawodach w Rybniku. Są postępy i udało się wykonać plan. Na koniec trochę pojeździłem ze starszymi i na pewno było szybciej niż z młodszymi. To o wiele trudniejsza rywalizacja. Na początku przyszłego sezonu będę podchodził do egzaminu na licencję, ale jeszcze się tym nie przejmuję, na razie bez przygotowań. Może będzie nowy sprzęt – zdradza z kolei Dominik Woźniak.

Przez tą czwórką, jak i resztą ich kolegów zimowe przygotowania. Niektórzy polegają nie tylko na zajęciach klubowych. – Będę chodził na tenisa i do psychologa. Mam też fizjoterapeutę. Upadków się nie obawiam – planuje Woźniak. – Ciężka praca przede wszystkim – dodaje Krok.

W swoich staraniach mogą liczyć na wsparcie wielu przyjaciół. W październiku młodzi adepci spotkali się w Pizzerii Imperium w Galerii Manhattan. – Można by powiedzieć, że jestem dobrym duchem czarnego sportu. Mamy możliwość, żeby wspierać młodego zawodnika, pomóc mu spełniać marzenia. Też jeżdżę na motocyklu, więc gdzieś ta pasja do żużla jest i pewnie stąd zrodził się pomysł, że będziemy go wspierać. Uważam, że w miniżużlowcach jest potencjał i może gdzieś kiedyś zasłynąć w świecie, czego mu życzę. Chciałbym też, aby poprzez zabawę rozwijał swoją pasję. Może w ten sposób spełnię też trochę swoje marzenia. Odkąd pamiętam, to żużel w Gorzowie był naszym sportem. Bardzo często chodziliśmy z tatą i wujkiem na mecze. Są więc wspomnienia z dzieciństwa, choć nie zawsze się rozumiało, kto kim był. To jednak zostaje w człowieku. Staram się być z tą dyscypliną na bieżąco. W takim młodym wieku najważniejsza jest zabawa, chęć uczestniczenia w niej, rozwijania swoich umiejętności i jazdy w ten w sposób. Niech zobaczy, czy spodoba mu się na dalszej drodze czy nie – wyjaśnia Przemysław Rudowski, menedżer lokalu i sponsor Dominika Woźniaka.

Mimo młodego wieku chłopcy żywo interesują się swoją dyscypliną i jej dorosłą odmianą. Już teraz czerpią wzorce ze starszych kolegów. – Najbardziej lubię podpatrywać Taia Woffindena. Bartka Zmarzlika też – mówi Mikołaj. – Podpatruję Patryka Dudka i Taia Woffindena – rzuca z kolei Denis. Na opcję zielonogórską-gorzowską stawia natomiast Dominik. – Podoba mi się ich styl jazdy. Obu znam osobiście, są fajni, koleżeńscy. Patryk pomagał i podpowiadał mi w Gdańsku podczas obozu – przyznaje. Nieco innym nurtem poszedł zaś Krystian, wskazując na Grega Hancocka i Artioma Łagutę. Zobaczymy, w czyje ślady pójdą za kilka lat.

Udostępnij