Panie trenerze, gratulacje z okazji zdobycia tytułu Trenera Dekady w Plebiscycie Sportowym Gazety Lubuskiej. Czym dla Pana jest to wyróżnienie?

Odbieram to jako wynik pracy, którą stworzono mi w gorzowskim klubie, bo bez tych warunków, które były i są to wyróżnienie nie spotkałoby mnie. Jest to wyraz działań i wyników, które osiągnęliśmy jako Stal Gorzów, a ja jestem tą osobą, na ręce której spadło to wyróżnienie.

Proszę powiedzieć, jak przebiegło zgrupowanie na Teneryfie?

To było wyjątkowe zgrupowanie, bo do tej pory jeździliśmy w góry i ostatnimi czasy nie zawsze udawało się, że te warunki były takie, jak chcielibyśmy, czyli był problem ze śniegiem, a jak jedzie się w góry, żeby zrealizować narty biegowe, czy zjazdowe to ważny jest śnieg. W ostatnim roku udało nam się w Szpindlerowym Młynie trafić w dziesiątkę, mieliśmy odpowiednie warunki pogodowe. Teraz pojechaliśmy w miejsce, które jest dość dalekie, ale warunki pogodowe były takie, jak nas zapewniano, czyli temperatura powyżej 20 stopni, ciepło, komfortowe warunki treningowe, bo nie było za gorąco. Ułożyliśmy tak nasze zajęcia, żeby wykorzystać przede wszystkim warunki pogodowe i też konfigurację, jeżeli chodzi o teren, bo jest to wyspa powulkaniczna, dużo różnych poziomów wzniesień, więc robiliśmy trening kolarski, który do tej pory nie wszyscy zawodnicy w naszym klubie preferowali. Na pewno głównie preferował to Bartek, czy Martin Vaculik, a mniej pozostali zawodnicy, którzy szlifowali wytrzymałość nie na rowerach, a na treningu biegowym. Na Teneryfie wszyscy uczestniczyli w treningu na rowerach i widzę, że praktycznie wszyscy załapali bakcyla. Ze względu na to, że poziom zawodników był dość zróżnicowany, jeżeli chodzi o umiejętności, bo to nie jest takie proste wsiąść i pedałować, trzeba to robić w odpowiednim tempie, żeby to miało efekt dlatego te zajęcia były indywidualizowane. Prym wiódł na pewno Bartek, który już od dłuższego czasu preferuje ten sposób kształtowania wytrzymałości siłowej. Próbował dorównać Szymon i Wiktor Jasiński. Zdało to egzamin. Po południu mieliśmy zajęcia z treningu propriocepcji, czyli zachwianej równowagi, trening mentalny, grupowy, indywidualny, była rywalizacja na profesjonalnym torze kartingowym. Chłopacy z treningu na trening coraz bardziej się rozkręcali. Nie zabrakło także treningów na motocrossie.

Która forma zajęć cieszyła się największą popularnością wśród zawodników?

Trudno powiedzieć. Jedni preferowali motocross, drudzy rower, a jeszcze inni ćwiczenia sprawnościowe. Ciekawie wyglądał trening refleksu. Trzeba byłoby zapytać samych zawodników, ale nie można sprowadzać obozu tylko do jednego treningu tak, jak piszą w mediach, że był to obóz kolarski. Zajęcia z kolarstwa odbywały się do południa, a po południu były już inne zajęcia. Była równowaga, która musi być zachowana, gdzie trening polegał na kształtowaniu wytrzymałości siłowej, jak rowery, czy motocross, a także trzeba było zachować kształtowanie balansu, zachwianej równowagi, propriocepcji, czucia głębokiego czy zwinności i gibkości. Na pewno trening kolarski nie należał do łatwych ze względu na sam start, gdzie było 11% nachylenia i tu od razu mocno otwierały się oczy. Naprawdę trzeba było to bardzo polubić, ale nie było z tym problemu.

Któryś z zawodników wykazywał się szczególną aktywnością?

Nie chcę nikogo wyróżniać. Na pewno aktywność była różna, bo poziom zaawansowania zawodników w poszczególnych zajęciach był różny. Bartek brylował na rowerze, a Wiktor Jasiński na motocrossie. Z kolei Anders Thomsen był liderem na gokartach. Każdy ma swojego konika, w którym jest dobry.

Udało się zrealizować wszystkie założenia obozu?

Mieliśmy plan obozu, jeżeli chodzi o stronę przygotowań fizycznych i mentalnych. Udało się to zrealizować w oparciu o warunki, które zastaliśmy na miejscu. Największym problemem było to, że musieliśmy być na zajęciach popołudniowych w maseczkach. Mimo, że na wyspie tych zachorowań jest zdecydowanie mniej to rygor jest większy.

Jest Pan zadowolony z przygotowania kondycyjnego zawodników?

Na chwilę obecną tak.

Jakie plany na najbliższe tygodnie?

Wszystko determinuje pogoda oraz obostrzenia sanitarne, które się zmieniają. Największym czynnikiem, który już teraz warunkuje zajęcia to jest pogoda. Na zewnątrz ładnie to wszystko wygląda, ale tory są jeszcze mocno zmrożone, przynajmniej u nas i musimy jeszcze troszkę poczekać, żeby móc ingerować w przygotowanie toru. Wróciliśmy do toku treningów, które były przed obozem.

Kiedy planuje Pan pierwsze treningi na „Jancarzu”?

Wszystko zależy od pogody. Gotowość obiektu, sprzętu i zawodników jest na 8 marca, ale wyjazd na tor w Gorzowie jest bardzo wątpliwy.

Udostępnij